czwartek, 21 marca 2013

XVII

-Jak to poroniłam!? To niemożliwe! Przecież...ona była zdrowa...-wtuliłam się w płaczącego Zayn'a i sama zaczęłam płakać.
-Niestety, ale nie znamy przyczyny poronienia...-odpowiedział lekarz.
Po dwóch tygodniach wypisali mnie do domu. Popadłam w depresję. Siedziałam tylko w naszej sypialni i albo spałam, albo płakałam.
-Olivia śpisz?-usłyszałam za drzwiami głos Harry'ego.
-Nie.-szorstko odpowiedziałam.
-Możemy?-spytał Hazz.                                                  
-Mhm.
Kiedy weszli zobaczyłam Kate. Była taka szczęśliwa! Teraz ma Niall'a i chłopaków.
-Hej kochana...-przytuliła mnie.-Jak się czujesz?
-Potwornie.-odpowiedziałam.
Zostałam przytulona przez każdego z chłopaków, pogadaliśmy chwilę, a potem wyprosiłam ich w miarę grzecznie z pokoju pod pretekstem zmęczenia. Zostałam sama z Zayn'em. Położył się obok mnie i usnęliśmy wtuleni w siebie.
*rok później*
Otrząsnęłam się już po tragedii w klubie. Teraz czekam na lotnisku na chłopaków. Wracają z trasy po USA. Przełożyli ją ze względu na mnie. To miłe. Z Zayn'em nie spałam od prawie roku. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni.
-Zayn!-krzyknęłam podbiegając do ukochanego.
-Czeeeść-przytulił mnie.
-A gdzie Kate?-spytał Niall.
-Utknęła w korku, ale dotrze do nas.-zapewniłam
-Dobre i tyle-uśmiechnął się.
Wróciliśmy do domu. Padał deszcz. Z resztą jak zwykle w Londynie. Na podeście przed naszym domem było bardzo ślisko. Sama prawie upadłam. Gdyby nie Liam, który mnie podtrzymał. Zayn wchodził ostatni i akurat musiał upaść.
-Wszystko OK?-spytał Harry.
-Nie wiem. Chyba złamałem nogę...-odpowiedział.
-O Boże! Zayn!-rzuciłam się ku niemu.
Zadzwoniliśmy po pogotowie, bo samochód nam nawalił. Szybko go zabrali. Mnie też. Siedziałam zestresowana na strasznie niewygodnym krześle i czekałam na Kate i chłopaków. W końcu przyjechali. W międzyczasie pogadałam z moim ginekologiem o śmierci małej Lux. Dali nam osobne łóżka do spania, bo mieli jakieś kłopoty z Zayn'em. Całą noc myślałam tylko o nim.
-Połóż się spać.-powiedział Louis o 4 nad ranem.
-Nie mogę. Za dużo myślę o nim.
-Ty w ogóle za dużo myślisz.-zażartował.
-Tak tak Louisku.-odpowiedziałam po czym weszłam pod kołdrę i zasnęłam.
Rano obudziłam się o 10. Wszyscy już wstali.
*Liam*
-Panie doktorze, co z Zayn'em?-pytałem.
-Wszystko już dobrze. Leży w pokoju 69.-odpowiedział.
Spojrzałem na Hazzę, bo ten zaczął się strasznie głośno śmiać z tego numeru.
*Olivia*
Szybko się przebrałam i poszłam do recepcji.
-Przepraszam. gdzie leży Zayn Malik?-spytałam.
-Niestety, nie mogę pani tego powiedzieć.-odpowiedziała.
-Ja jestem jego narzeczoną, a to jest pierścionek, który od niego dostałam, poroniłam jego dziecko, a pani mi mówi, że nie może mi powiedzieć, gdzie on leży?
-Pokój numer 69.-odpowiedziała.
-Dziękuję.-ruszyłam w stronę pomieszczenia.
Kiedy go zobaczyłam z nogą w gipsie przeraziłam się, co będzie z koncertami. Bedę musiała pogadać o tym z Paul'em.
-Jak się czujesz w pokoju numer 69?-spytałam z uśmiechem.
-Dobrze, ale Harry'emu jest tu chyba lepiej...-odpowiedział.
Reszta dnia minęła nam bardzo miło. Po tygodniu wypuścili go do domu. W tym czasie odwiedzałam go, ale też porozmawiałam z Paul'em o koncertach. Ustaliliśmy, że Zayn będzie siedział na kanapie lub jakimś stołku. Teraz liczy się tylko jego zdrowie i ostrożność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz